Analizy Rynku

Szef BMW kontra cła na chińskie auta. Jaki kompromis dla Europy?

Milan Nedeljković krytykuje ceny chińskich samochodów w Europie, ale sprzeciwia się dalszemu zaostrzaniu ceł. Jak ten konflikt wpłynie na rynek motoryzacyjny?

Autor: Bartłomiej Kaczmarek, 25 września 2026
Sleek BMW i3 car parked on a city street with autumn leaves and modern buildings.
Fot. Vitali Adutskevich / Pexels · Pexels License

Stanowisko szefa BMW wobec chińskich producentów samochodów ujawnia głęboką sprzeczność na europejskim rynku motoryzacyjnym: potrzebę ochrony przed agresywnym dumowaniem cen a jednocześnie obawę przed eskalacją handlową, która mogłaby zaszkodzić całej branży.

Krytyka cen bez ekonomicznego uzasadnienia

Milan Nedeljković, który przejmie kierownictwo BMW od maja 2026 roku, publicznie wyraża zaniepokojenie strategią cenową niektórych chińskich producentów na terenie Europy. Jego obserwacja dotyczy sytuacji, w której pojazdy oferowane są w cenach, które – jego zdaniem – nie mają rzeczywistego uzasadnienia ekonomicznego. To stwierdzenie odzwierciedla frustrację tradycyjnych producentów wobec konkurencji, która wykorzystuje niższe koszty produkcji i wsparcie rządowe do penetracji europejskiego rynku.

Chińskie marki takie jak BYD, SAIC i Geely intensywnie rozwijają swoją obecność w Europie, oferując pojazdy elektryczne i hybrydowe w cenach, które zaburzają dotychczasowe równowagi konkurencyjne. Dla konsumentów może to oznaczać dostęp do bardziej przystępnych opcji, ale dla europejskich producentów stanowi poważne wyzwanie biznesowe.

Stanowisko BMW wobec ceł – sprzeczność czy pragmatyzm?

Paradoksalnie, mimo krytyki cen chińskich konkurentów, Nedeljković wyraźnie sprzeciwia się dalszemu zaostrzaniu polityki celnej Unii Europejskiej. To stanowisko może wydawać się niespójne, lecz ma głębokie ekonomiczne uzasadnienie.

Unia Europejska już nałożyła cła na chińskie samochody na poziomie od 17% do 35,3% w zależności od producenta. Dalsze podwyżki mogłyby wywołać odwetowe działania Pekinu, które bezpośrednio uderzyłyby w europejskie koncerny. BMW, Volkswagen Group, Renault Group i Stellantis – wszyscy mają znaczące operacje produkcyjne w Chinach. BMW produkuje tam elektrycznego Mini Coopera hatchback oraz Mini Acemana, co oznacza, że eskalacja handlowa mogłaby bezpośrednio wpłynąć na ich przychody.

Wpływ chińskiej konkurencji na wyniki BMW

Liczby pokazują skalę wyzwania, przed którym stoi niemiecki koncern. W 2021 roku BMW Group sprzedała 847,9 tys. samochodów na całym świecie. Cztery lata później, w 2025 roku, liczba ta spadła do 626 tys. jednostek – zmiana o ponad 220 tys. aut rocznie. Chociaż wiele czynników wpłynęło na ten spadek, chiński rynek i rosnąca konkurencja chińskich marek stanowią znaczący element tego trendu.

Projekt „Made in Europe” – droga do ochrony czy drożyzny?

Alternatywą dla dalszych ceł jest projekt „Made in Europe”, który wymaga, aby 70% części pochodziło z regionu europejskiego. Instytut Bruegel szacuje, że takie wymagania mogłyby podnieść cenę samochodu elektrycznego o około 2 tys. euro. To rozwiązanie zyska już wsparcie dużych producentów – Volkswagen Group, Renault Group i Stellantis opowiadają się za tym podejściem.

AspektDalsze cłaProjekt „Made in Europe”
Wpływ na ceny dla konsumentaWzrost poprzez importWzrost poprzez koszty produkcji
Ochrona europejskich producentówBezpośredniaPośrednia, poprzez standardy
Ryzyko odwetu ChinWysokieNiższe
Wpływ na operacje w ChinachNegatywnyNeutralny

Co to oznacza dla europejskiego rynku motoryzacyjnego?

Stanowisko BMW sugeruje, że europejska branża motoryzacyjna stoi przed wyborem między protekcjonizmem a negocjacjami. Nedeljković wyraźnie opowiada się za rozmowami politycznymi między Unią Europejską a Chinami, co oznacza poszukiwanie kompromisu zamiast eskalacji.

Dla konsumentów europejskich to może oznaczać, że ceny samochodów elektrycznych pozostaną pod presją, ale wzrosną stopniowo – poprzez koszty produkcji zgodnie z nowymi standardami, a nie poprzez cła. Dla producentów oznacza to konieczność dostosowania się do konkurencji poprzez innowacje i efektywność, a nie wyłącznie protekcję.

Dla polskiego rynku sytuacja jest szczególnie istotna, ponieważ Polska jest zarówno rynkiem konsumpcyjnym, jak i bazą produkcyjną dla europejskich koncernów. Wzrost cen aut elektrycznych o 2 tys. euro przełożyłby się orientacyjnie na wzrost o 8–10 tys. zł, co mogłoby wpłynąć na decyzje zakupowe polskich konsumentów.

Konflikt między ochroną a otwartością rynku pozostaje nierozstrzygnięty, ale stanowisko szefa BMW wskazuje, że tradycyjni producenci zaczynają dostrzegać, iż dalsze cła mogą być kontrproduktywne dla ich globalnych operacji.

Na podstawie: Autokult. Tekst opracowany redakcyjnie.