Elektryki tanieją szybciej niż myślisz. Parytet cen już w 2024 roku
Ceny samochodów elektrycznych zbliżają się do aut spalinowych w kolejnych segmentach.
Parytet cenowy między samochodami elektrycznymi a spalinowymi nie jest już przyszłością — dla wielu segmentów to już rzeczywistość. W 2024 roku elektryki w segmentach D i E (większe pojazdy) osiągnęły już ceny porównywalne z tradycyjnymi napędami, a do 2030 roku zjawisko to obejmie wszystkie kategorie rynku.
Jak szybko spadają ceny elektryków?
Dynamika obniżek cen jest zdecydowanie większa, niż mogłoby się wydawać. W 2025 roku średnia cena elektryka w Unii Europejskiej zmniejszyła się o 4 procent, co oznacza spadek o około 1800 euro. W segmencie B — samochodach kompaktowych — obniżka była znacznie bardziej spektakularna: ceny spadły o 13 procent, czyli średnio o 4600 euro.
Głównym czynnikiem tego trendu jest dramatyczne zmniejszenie kosztów produkcji baterii. Od 2022 roku cena akumulatorów spadła o około jedną trzecią, a prognozuje się, że do 2030 roku spadnie o kolejne ponad 30 procent. To oznacza, że bateria — najdroższy komponent elektryka — będzie coraz bardziej dostępna.
Kiedy elektryki będą naprawdę tanie?
Rynek przygotowuje się na falę niedrogich modeli elektrycznych. Do końca 2026 roku producenci planują wprowadzić 16 modeli z ceną bazową poniżej 25 tys. euro. Jeszcze bardziej znaczący jest fakt, że cztery z nich będą kosztować poniżej 20 tys. euro — progu, który dziś uważa się za przełomowy dla masowej adopcji.
Do 2028 roku liczba elektryków poniżej 20 tys. euro ma wzrosnąć do około dziesięciu modeli. To oznacza, że dostęp do elektryka przestanie być przywilejem wyższej klasy średniej.
| Okres | Liczba modeli poniżej 25 tys. euro | Liczba modeli poniżej 20 tys. euro |
|---|---|---|
| Koniec 2026 | 16 | 4 |
| 2028 | ~16+ | ~10 |
Rola nowych technologii baterii
Kluczową rolę w obniżeniu kosztów odgrywa rosnące zastosowanie baterii LFP (litowo-żelazofosforanowych). Te akumulatory są tańsze w produkcji niż tradycyjne baterie NCA czy NCM, choć oferują nieco mniejszą gęstość energii. Prognozuje się, że do 2030 roku baterie LFP będą stanowić około połowę wszystkich akumulatorów montowanych w europejskich samochodach elektrycznych.
Koszt eksploatacji zmienia grę
Parytet cenowy to jedno, ale równie ważna jest ekonomika użytkowania. Koszt ładowania elektryka w domu jest o około 50 procent niższy niż wydatki na paliwo konwencjonalne. W kwietniu, gdy ceny paliw wzrosły, koszt przejechania 100 km wynosił 13,3 euro za benzyną, 14,6 euro za dieslem, podczas gdy elektryk kosztował zaledwie 6,2 euro.
Co to oznacza dla polskiego rynku
Dla polskich konsumentów te trendy mają konkretne znaczenie. Przeliczając na złote polskie (przy orientacyjnym kursie 1 euro ≈ 4,37 zł), elektryki poniżej 20 tys. euro to pojazdy za około 87 tys. złotych, a poniżej 25 tys. euro — za około 109 tys. złotych. To ceny, które zaczynają być porównywalne z nowymi samochodami spalinowymi w segmencie kompaktowym.
Polska, jako rynek o średnio niższych dochodach niż Europa Zachodnia, szczególnie skorzysta na pojawienia się tańszych modeli. Dodatkowo, niższe koszty eksploatacji (ładowanie zamiast paliwa) mogą być decydującym czynnikiem dla nabywców patrzących na całkowity koszt posiadania pojazdu.
Zagrożenia dla tempa zmian
Istnieje jednak ryzyko spowolnienia tego procesu. Osłabienie celów redukcji emisji CO2 przez Unię Europejską może przesunąć moment osiągnięcia parytetu cenowego o co najmniej dwa lata. W takim scenariuszu elektryki w 2030 roku mogłyby być droższe o około 2300 euro (ok. 10 tys. złotych) w stosunku do prognoz zakładających utrzymanie obecnych ambicji klimatycznych.
Tempo obniżek cen elektryków jest nieubłagane, ale nie jest ono niezahamowalne. Decyzje polityczne w sprawie celów klimatycznych mogą znacząco wpłynąć na tempo zmian na rynku.
Na podstawie: MotoGuru.pl. Tekst opracowany redakcyjnie.